Przygotowanie tej wyprawy zajęło nam kilka lat drobiazgowego planowania i ciężkiej pracy. Chodziło o dwuletnią podróż z Alaski do Argentyny samochodem moich marzeń – specjalnie przygotowaną Toyotą Land Cruiser HZJ78 ‘Troopy’. Widzieliśmy się już jak rozbijamy obóz u podnóża aktywnych wulkanów, przeprawiamy się przez wylane tropikalne rzeki, nocujemy na dusznych, miejskich parkingach, zgłębiamy starożytne ruiny Majów, wędkujemy w morzach Karaibskich i wiele razy będących w opałach.

Styl życia w drodze polega na ciągłych kontrastach, kontrastach dużo bardziej wyraźnych i regularnych niż można sobie wyobrazić nie doświadczając tego. Czasami jest tak źle, że wpadasz w panikę albo kompletną apatię. Taka wyprawa sprawdza cię, sprawia, że musisz dokonywać wyborów wśród rzeczy kompletnie ci nieznanych. Poddaje próbom związki międzyludzkie i stanowi wyzwanie dla zdrowia. Odrywa cię od rodziny i zamienia domowy komfort na brud i trudności. Tak to wygląda z punktu widzenia złych chwil, jednak z drugiej strony, chwile dobre dostarczają powodów pozwalających wytrwać.

WIERZĘ, ŻE ŻADNA USTERKA NIE MOŻE ZATRZYMAĆ NAS W PODRÓŻY – WYSTARCZY ZESTAW “ NARZĘDZI TENG TOOLS I TROCHĘ HARÓWKI.

Tak jak w każdej wielkiej przygodzie zdolność pokonywania tych wyzwań opiera się na dwóch sprawach – umiejętnościach praktycznych i zdolności zachowania spokoju przy pokonywaniu problemów oraz posiadaniu dobrego sprzętu, na którym możesz polegać.

Spędziliśmy niezliczone godziny, analizując każdy pojedynczy element wyposażenia potrzebny do podróży, z punktu widzenia wagi, ceny, rozmiaru i jakości. Chciałem mieć kompaktowy zestaw narzędzi, szybko dostępny i wystarczająco wszechstronny, by dać radę ze wszystkim – od szybkiego dokręcenia śruby, do naprawy całego układu napędowego. Ostatecznie wybór padł na zestaw narzędzi Teng Tools TM127 i podczas gdy pojazd oraz większość naszych sprzętów zawodziły, on nigdy nie zawiódł. Zestaw ten ciągle pozytywnie nas zaskakiwał, utrzymując pojazd stale na chodzie.

Nie mając nic ponad ten mały zestaw narzędzi, zdarzyło się nam remontować, na parkowej ławce w USA, skrzynię przeniesienia napędu, naprawić osie jezdne w górzystych obszarach Gwatemali i wymienić uszczelkę głowicy w dżungli kolumbijskiej. Wydaje mi się, że już tak dobrze poznałem wewnętrzne słabości mojego domu na kółkach, że żadna usterka nie może zatrzymać nas w podróży – wystarczy, że mam swój zestaw narzędzi Teng Tools i włożę trochę wysiłku.

Pewnego razu, na gorącym i zakurzonym odcinku prowincjonalnej drogi w Meksyku, stwierdziłem z przerażeniem, że zupełnie nie działają hamulce. Podjąłem błyskawiczną decyzję i wykorzystując, szczęśliwie skuteczne, hamowanie dieslowskim silnikiem 4.2 NA mego cruisera, redukując kolejno biegi, stanąłem na gorącym asfaltowym poboczu.

Zajrzałem pod samochód i zobaczyłem pęknięty przewód hamulcowy i spryskane płynem hamulcowym podwozie. Nie mając części zamiennych, jedyne co mogłem zrobić to zacisnąć rurkę przy użyciu kleszczy zaciskowych Teng i przywiązać je do belki podwozia. Następnie dolałem do pełna płynu, przywracając zdolność hamowania trzem z czterech kół. Z włączonymi światłami awaryjnymi zdołałem, borykając się ze ściąganiem w bok przy każdym dotknięciu hamulca, pokonać 100 km do najbliższego miasta, gdzie znalazłem odpowiednią część zamienną.

Innym razem, w Hondurasie, podczas mozolnego wspinania się pod górę, rozerwała się nam rura do chłodnicy. Na bocznej drodze, bez szansy na pomoc, sięgnęliśmy po zestaw Teng, połataliśmy resztki gumowej rury przy użyciu sznurka, superkleju i srebrnej taśmy klejącej, doprowadzając do częściowego zatamowania wycieku. Następnie przytargaliśmy pod górę wiadra wody z najbliższego strumienia, jakieś pół kilometra, i wlaliśmy do chłodnicy. Ruszyliśmy, i ta doraźna naprawa w krzakach wystarczyła na dociągniecie około 400 km, gdzie udało nam się znaleźć zamienną rurę do chłodnicy.

Ktoś kiedyś powiedział, że różnica między wyprawą a wakacjami polega na tym, że z tych dwóch, tylko z wyprawy cieszysz się po fakcie – z dokonań i z przeżytych ciężkich dni. Biorąc pod uwagę ten czarno-biały obraz, mój styl życia zdaje się być dziwną hybrydą obu powyższych. Są dni, w których mam niewiele więcej do roboty ponad czytanie książki w hamaku na zacisznej plaży, ale są też dni, w których wszystko idzie nie tak, i muszę zdać się na miłosierdzie otoczenia, dobrą wolę ludzi wokół mnie i wiarę, że zachowanie spokoju i pokonywanie problemów kolejno, jeden po drugim, przeprowadzi mnie przez trudności.

Szczerze mówiąc, uwielbiam te wyzwania, i nie chciałbym aby podróż była zbyt łatwa. Stwierdziłem że dużo frajdy sprawia mi realizowanie jej pomimo przeszkód. Teraz przed nami kolejny etap podróży, pokonanie wysokich szczytów, lodowców i pustyń Andów, aby spróbować dotrzeć do południowego krańca Argentyny przed nadejściem głębokiej zimy. I choć zapewne czeka nas jeszcze wiele przeszkód do pokonania, jestem pewien że jak zawsze miejsca, które odwiedzimy, wynagrodzą wielokrotnie nasze trudy.

Ross Rheinbach

www.followthehound.com